poniedziałek, 30 czerwca 2008

future boys



A wiec, moi drodzy... Zdalem mature. Zdalem ja naprawde dobrze. Nie obylo sie bez wybuchu radosci na cala kuchnie:
- "what the fuck are you so excited about, pete?!"
- "i've passed my exams with flying colours, nick!"
- "damn! another bastard with a future..."

Tak. Juz jestem spokojny. Jedyna rzecz, przez ktora stalem na palcach przez caly ostatni czas ostatecznie sie wyjasnila. Przyszlosc maluje sie w naprawde obiecujacych barwach. Kolorowych, mozna by rzec...

Bath jest sliczne, co to tego nie ma najmniejszych watpliwosci. Mieszkam w Monkton Combe. Jestesmy jedynym osrodkiem w promieniu 2 mil, gdzie mozna cokolwiek odpoczac. Naturalnie tym lepiej dla nas, chociaz przez ostatnie dwa dni nie mielismy chwili wytchnienia. Swoja charakterystyczna atmosfere bath zawdziecza swoistemu zakazowi wznoszenia budynkow z innego materialu niz kamien z tych okolic. Nawet domy budowane obecnie wygladaja wyjatkowo ladnie, niemal szlachetnie. A zreszta, zerknijcie na wieksza wersje powyzszego obrazka:

WIEKSZA WERSJA POWYZSZEGO OBRAZKA.

W sobote, majac kilka wolnych godzin rannych, wybralem sie na przebiezke po okolicy. Po wyjsciu ze scislego "centrum" monkton combe, mozna odniesc wrazenie, ze znalazlo sie gdzies poza cywilizacja. Co drzewo, to owca. Naprawde, zapiera dech.

Tyle o monkton combe. Jest jeszcze samo bath. Ale ono nie wyglada jakos szczegolnie. Zadziwiajace jest to, ze do zludzenia przypomina miasta zachodnich wloszech. Nie klimatem, ale wygladem. Nie jestem w stanie wytlumaczyc, na czym polega ta zbieznosc, ale jesli pofatygujecie sie i zerkniecie do internetu, z pewnoscia przyznacie mi racje.

Z innej beczki... Jestem tu niecaly tydzien, a juz udalo mi sie podwoic sume pieniedzy, z jaka tu przylecialem. Od srody zaczynam druga prace. Tym razem jako kelner :>. Chwilowo jem dosc niezdrowo (od przylotu nie przygotowalem sobie sam sniadania. Ben Kucharz i Nick Kucharz uznali przygotowywanie mi posilkow za punkt honoru), ale zmieni sie to juz wkrotce. Na moje szczescie, caly moj czas zzera praca. Jesli juz znajde chwilke, to jest to zazwyczaj czas poswiecony na odsypianie. Zaluje tylko, ze nie mam czasu by uformowac cos na ksztalt zycia towarzyskiego. Czasem sa chwile, kiedy zaluje, ze nie gadalem o pierdolach... No coz, chwilowo musi mi starczyc komorka ;>...

Jednym z powodow przylotu tutaj byla chec zmiany na lepsze. Zgodnie z ta mysla zakupilem pare ksiazek, ktore powinny wystarczec mi na najblizsze dni. Pierwsza to "Czastki Elementarne" Mistrza Houellebecqa. Druga jest "Platforma" tego samego autora. No i ostatecznie dokupilem ostatni tom wladcy pierscieni, aby nadrobic karygodne zaleglosci (obiecuje oddac ksiazke w najblizszym czasie, mikolaju!). W zdrowym ciele zdrowy duch, jak to mowia. I tutaj nie pozwalam sobie na ustepstwa. Co prawda rany na stopach jeszcze nie pozwalaja mi biegac, ale wkrotce sie to zmieni. Na moje szczescie mam tu do dyspozycji prywatna silownie. Yay!

I to byloby na tyle... Zegnam sie na dluzszy czas! Byle do przodu...

ps. Nie palilem tytoniu od srody. Jestem z siebie dumny.

niedziela, 29 czerwca 2008

The Hall Of Fame: Artur

Zdaje sobie sprawe z tego, ze ten post nie bedzie mial wielu komentarzy (chociaz, biorac pod uwage popularnosc artura wsrod plci przeciwnej, najprawdopodobniej sie myle). Ale nie o chodzi tu o ilosc czytajacych te strone. Wiem, ze po liceum moje relacje z innymi ulegna zmianie. Z niektorymi zapewnie juz nigdy nie przyjdzie mi sie zobaczyc. Dlatego chce utrwalic w jakis sposob obraz ludzi, wspanialych ludzi, z ktorymi dane mi bylo dzielic czas.

Po tym przydlugawym wstepie czas osuszyc lzy i zabrac sie za pierwszego z listy. Ow osobnik wskoczyl na pierwsze miejsce (pierwotnie lista byla ulozona alfabetycznie) z prostego powodu - "nie mogl sie doczekac".

Przed panstwem, Pan Artur N.!


"Czesc! Jestem Artur! Mam kochajaca rodzine!"

Artur ma 18 lat. Niebawem bedzie mial urodziny. Artur mieszka w mikolowie. To od niego nauczylem sie, ze mikolow, tak jak bedzin czy sosnowiec, nie jest dzielnica katowic. Na samym poczatku nie potrafilem sie przyzwyczaic do jego glebokiego, lekko zachrypnietego glosu. Ale minelo. Potem zaczal mnie denerwowac swoim zachowaniem. Ale i to minelo. Nasz zwiazek dojrzal dopiero w trzeciej klasie. Wtedy to zaczalem doceniac jego towarzystwo i traktowac powaznie.

Z arturem nie mozna sie nie nudzic. Nie jest to co prawda towarzysz do kazdej zabawy, ale tam, gdzie wymagana jest krwista riposta i, skadinad, specyficzne poczucie humoru, artur spisuje sie znakomicie. Dodatkowym atutem artura sa jego zainteresowania. Sam nigdy do konca nie bylem w stanie okreslic, czym artur sie zajmuje, ale chyba, mniej-wiecej, Neilem Gaimanem. Kazdego mozna strescic w kilku slowach. U artura byloby to wlasnie "neil gaiman", "cthulhu", "chupacabra" i "evanescence"? Nie wiem dokladnie, jakiej muzyki slucha, ale nie jest to moja muzyka, wiec ewentualna pomylka jest uzasadniona.

Artur od zawsze chcial zostac pisarzem. Zycze mu tego. A ma do tego i talent i SERCE. Polonistka zawsze chwalila jego umiejetnosci. Zawsze nam powtarzala, ze nigdy nie bedziemy tak uzdolnieni, jak artur. Co jest prawda.

Artur od poczatku byl integralna czescia naszej PACZKI. Mam wrazenie, ze na spolke z mikolajem stanowili mozg naszego zgrupowania. Byl tym "madrym". Wiedzial, co i jak, i to do niego kierowano wszystkie pytania zwiazane z angielskim (co mnie nieziemsko wyprowadzalo z rownowagi). No i artur zna niemiecki. To wokol niego gromadzono sie na lekcjach z profesor rolewicz :(.

O arturze mozna by pisac wiele. Jednak poznalem go zbyt plytko, by napisac cos wiecej. Mowia, ze zdjecie jest warte tysiac slow. Zerknijcie zatem na artura i dopowiedzcie sobie reszte... Dodam tylko, ze naprawde lubie tego kolesia.

czwartek, 26 czerwca 2008

"I'll manage"



Witajcie, koledzy i kolezanki! Zaczne od przeprosin: musicie wybaczyc mi brak polskich znakow... Jest to jednak uzasadnione brakiem ojczystej klawiatury! No i brak zdjecia. Pech.

A wiec, mniej-wiecej, od poczatku. 21:30 - wylot. Mial byc. Samolot spoznij sie 20 minut. 23:20 - ladowanie. Pilot opadl samolotem jak szmata. Klaskali tylko Polacy. Z lotniska odebrali mnie Maciej i Jakub. Jazda na miejsce potrwala pol godzinki. W miedzyczasie odpoczywalem na tylnym siedzeniu sluchajac Franka Zappy... Bylem zmeczony. Na moje nieszczescie postanowiono uczcic moje przybycie jeszcze 5 piwkami. Zemdlalem okolo drugiej.

Obudzilem sie o 10. Zjadlem sniadanie (jedyny posilek dzisiaj nie liczac jablka - brak czasu) po czym wyruszylismy do miasta (niech bedzie Bath) kupic mi klapki i karte sim. O 14 wrocilismy. Od razu zasiadlem do tworzenia swojego dosc wydumanego CV. O 15 dowiedzialem sie, ze pracuje od dzisiaj.

I sie zaczelo...

Jestem asystentem kucharza. Co prawda nie tak wyobrazalem sobie swoja kariere na wyspach, ale, do cholery, jesli to nie jest przezycie! Naturalnie, obieram te jebane ziemniaki, myje te pieprzone gary... Ale w miedzyczasie z glosnikow saczy sie Pink Floyd, popijam sobie sajderka, Benji podspiewuje nad patelnia opowiadajac sprosne doWcipy (rozumiecie?! rozumiemy!). Maciek naturalnie zachowuje sie jak Maciek... Co chwila lyzka upada na ziemie, ale wystarczy tylko chuchnac i mozna dac z powrotem do zamowionego dania. Minal jeden dzien, a ja juz bawie sie niesamowicie. Co prawda to tylko part-time, ale jesli co drugi dzien za 9 godzin zabawy mam zgarnac 50 funtow, to ja nie chce full-time. No i wciaz szukam drugiej roboty, "na powaznie". Jedzenie za darmo, mieszkanie za darmo, widoki w Bath zapierajace dech w piersi!

Odciski na stopach nie daja mi spokoju. Co chwila musze zmieniac bandaze i znowu zakladac zdezelowane conversy do koszulki z genesis i podartych dzinsow. Na to fartuch i jazda. Jutro od 10. Jestem szczesliwy. Co prawda trzesa mi sie dlonie i skonczyly tabletki TABEX, ale wytrzymam. No i nie mozna palic w kuchni. JUPI.

Jestem zmeczony, da sie to wyczuc czytajac tekst. Jest dobrze.

A co do mojego planu - co jakis czas mam ochote przyblizyc wam, moi drodzy, sylwetke jakiejs postaci, ktora, w nawet najlzejszy sposob, odcisnela na moim zyciu swoje pietno. Na pierwszy ogien pojdzie "PACZKA". Wiem, jestem okrutny.

PS. Aby ten post nie byl do konca taki nudny, opowiem wam KAWAL. Jest to KAWAL o niskich sufitach...

Pewien czlowiek mial sufit tak nisko, ze mogl jadac tylko nalesniki.

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Wielkie Zmiany (sic!)



Jak to zawsze bywa, człowiek przed wielkim krokiem w swoim życiu postanawia zaprowadzić jakieś zmiany. Tak jest i u mnie.

Niniejszym obwieszczam wszem i wobec co następuje: rzucam palenie. Na zdjęciu widzicie, panowie i panie, ostatnią paczkę (przez najbliższy czas). Nie uświadczycie mnie palącego podczas wakacji! Mam nadzieję, że podołam. Ostatnim razem, akurat podczas ostatniej paczki, nauczyłem się puszczać kółka z dymu. Cały plan wziął w łeb - musiałem się przecież pochwalić znajomym!

Z innej beczki: wpadłem na naprawdę ciekawy pomysł. Z doświadczenia wiem, że ludzie uwielbiają o sobie czytać. Mam plan...

Edit: Jest 17:06. Ostatnia paczka się skończyła. Cholera.

piątek, 20 czerwca 2008

Wprowadzenie głównego bohatera



Cześć.

Mam na imię Piotr. Mam 19 lat. Mieszkam w Katowicach od urodzenia.
Gram na gitarze basowej. Palę na potęgę i dużo piję. Nie lubię zbytnio ludzi, ale im to nie przeszkadza - zazwyczaj to oni nie lubią mnie pierwsi.

Jakimś cudem udało mi się jednak poznać wspaniałych chłopców i dziewczynki. W liceum. I to właśnie dla nich (w większej części) zaprowadziłem ten dziennik. Nie spodziewajcie się wiele, nie potrafię pisać. No i nie jestem aż tak ciekawy. Jedyną osobą, która kiedykolwiek doceniła moje pióro, był Wojaczek. Ale Wojaczka już nie ma, więc będzie drętwo. Lukę wypełnią zdjęcia - co post nowe! Zatem do zobaczenia już niebawem.