
A wiec, moi drodzy... Zdalem mature. Zdalem ja naprawde dobrze. Nie obylo sie bez wybuchu radosci na cala kuchnie:
- "what the fuck are you so excited about, pete?!"
- "i've passed my exams with flying colours, nick!"
- "damn! another bastard with a future..."
Tak. Juz jestem spokojny. Jedyna rzecz, przez ktora stalem na palcach przez caly ostatni czas ostatecznie sie wyjasnila. Przyszlosc maluje sie w naprawde obiecujacych barwach. Kolorowych, mozna by rzec...
Bath jest sliczne, co to tego nie ma najmniejszych watpliwosci. Mieszkam w Monkton Combe. Jestesmy jedynym osrodkiem w promieniu 2 mil, gdzie mozna cokolwiek odpoczac. Naturalnie tym lepiej dla nas, chociaz przez ostatnie dwa dni nie mielismy chwili wytchnienia. Swoja charakterystyczna atmosfere bath zawdziecza swoistemu zakazowi wznoszenia budynkow z innego materialu niz kamien z tych okolic. Nawet domy budowane obecnie wygladaja wyjatkowo ladnie, niemal szlachetnie. A zreszta, zerknijcie na wieksza wersje powyzszego obrazka:
WIEKSZA WERSJA POWYZSZEGO OBRAZKA.
W sobote, majac kilka wolnych godzin rannych, wybralem sie na przebiezke po okolicy. Po wyjsciu ze scislego "centrum" monkton combe, mozna odniesc wrazenie, ze znalazlo sie gdzies poza cywilizacja. Co drzewo, to owca. Naprawde, zapiera dech.
Tyle o monkton combe. Jest jeszcze samo bath. Ale ono nie wyglada jakos szczegolnie. Zadziwiajace jest to, ze do zludzenia przypomina miasta zachodnich wloszech. Nie klimatem, ale wygladem. Nie jestem w stanie wytlumaczyc, na czym polega ta zbieznosc, ale jesli pofatygujecie sie i zerkniecie do internetu, z pewnoscia przyznacie mi racje.
Z innej beczki... Jestem tu niecaly tydzien, a juz udalo mi sie podwoic sume pieniedzy, z jaka tu przylecialem. Od srody zaczynam druga prace. Tym razem jako kelner :>. Chwilowo jem dosc niezdrowo (od przylotu nie przygotowalem sobie sam sniadania. Ben Kucharz i Nick Kucharz uznali przygotowywanie mi posilkow za punkt honoru), ale zmieni sie to juz wkrotce. Na moje szczescie, caly moj czas zzera praca. Jesli juz znajde chwilke, to jest to zazwyczaj czas poswiecony na odsypianie. Zaluje tylko, ze nie mam czasu by uformowac cos na ksztalt zycia towarzyskiego. Czasem sa chwile, kiedy zaluje, ze nie gadalem o pierdolach... No coz, chwilowo musi mi starczyc komorka ;>...
Jednym z powodow przylotu tutaj byla chec zmiany na lepsze. Zgodnie z ta mysla zakupilem pare ksiazek, ktore powinny wystarczec mi na najblizsze dni. Pierwsza to "Czastki Elementarne" Mistrza Houellebecqa. Druga jest "Platforma" tego samego autora. No i ostatecznie dokupilem ostatni tom wladcy pierscieni, aby nadrobic karygodne zaleglosci (obiecuje oddac ksiazke w najblizszym czasie, mikolaju!). W zdrowym ciele zdrowy duch, jak to mowia. I tutaj nie pozwalam sobie na ustepstwa. Co prawda rany na stopach jeszcze nie pozwalaja mi biegac, ale wkrotce sie to zmieni. Na moje szczescie mam tu do dyspozycji prywatna silownie. Yay!
I to byloby na tyle... Zegnam sie na dluzszy czas! Byle do przodu...
ps. Nie palilem tytoniu od srody. Jestem z siebie dumny.
2 komentarze:
wynik Twojej matury mnie nie szokuje narcyzie :] zdazyles sie nieskromnie komplementować zaraz po niej!
pozdrawiam z MALOWNICZEGO Volbromia!
A ja nie jestem dumna, bo tytoń był naszym emocjonalnym wręcz łącznikiem.
No cóż, będziesz zdrowszy. ;)
Jestem zaniepokojona, że nie wspominasz nic o choćby drobince tęsknoty! Wiem, wiem... jest Ci tam zajebiście. Dobrze, że zarabiasz, że lada moment druga praca. Wszystko się kreuje w faktycznie kolorowych barwach.
Za maturę - gratulacje, chociaż sukces był do przewidzenia, dlatego nie wiem, co się tak w tej kuchni darłeś z radości :>
Cieszę się, że jesteś szczęśliwy!
Więcej zdjęć, więcej!!
Prześlij komentarz