czwartek, 26 czerwca 2008
"I'll manage"
Witajcie, koledzy i kolezanki! Zaczne od przeprosin: musicie wybaczyc mi brak polskich znakow... Jest to jednak uzasadnione brakiem ojczystej klawiatury! No i brak zdjecia. Pech.
A wiec, mniej-wiecej, od poczatku. 21:30 - wylot. Mial byc. Samolot spoznij sie 20 minut. 23:20 - ladowanie. Pilot opadl samolotem jak szmata. Klaskali tylko Polacy. Z lotniska odebrali mnie Maciej i Jakub. Jazda na miejsce potrwala pol godzinki. W miedzyczasie odpoczywalem na tylnym siedzeniu sluchajac Franka Zappy... Bylem zmeczony. Na moje nieszczescie postanowiono uczcic moje przybycie jeszcze 5 piwkami. Zemdlalem okolo drugiej.
Obudzilem sie o 10. Zjadlem sniadanie (jedyny posilek dzisiaj nie liczac jablka - brak czasu) po czym wyruszylismy do miasta (niech bedzie Bath) kupic mi klapki i karte sim. O 14 wrocilismy. Od razu zasiadlem do tworzenia swojego dosc wydumanego CV. O 15 dowiedzialem sie, ze pracuje od dzisiaj.
I sie zaczelo...
Jestem asystentem kucharza. Co prawda nie tak wyobrazalem sobie swoja kariere na wyspach, ale, do cholery, jesli to nie jest przezycie! Naturalnie, obieram te jebane ziemniaki, myje te pieprzone gary... Ale w miedzyczasie z glosnikow saczy sie Pink Floyd, popijam sobie sajderka, Benji podspiewuje nad patelnia opowiadajac sprosne doWcipy (rozumiecie?! rozumiemy!). Maciek naturalnie zachowuje sie jak Maciek... Co chwila lyzka upada na ziemie, ale wystarczy tylko chuchnac i mozna dac z powrotem do zamowionego dania. Minal jeden dzien, a ja juz bawie sie niesamowicie. Co prawda to tylko part-time, ale jesli co drugi dzien za 9 godzin zabawy mam zgarnac 50 funtow, to ja nie chce full-time. No i wciaz szukam drugiej roboty, "na powaznie". Jedzenie za darmo, mieszkanie za darmo, widoki w Bath zapierajace dech w piersi!
Odciski na stopach nie daja mi spokoju. Co chwila musze zmieniac bandaze i znowu zakladac zdezelowane conversy do koszulki z genesis i podartych dzinsow. Na to fartuch i jazda. Jutro od 10. Jestem szczesliwy. Co prawda trzesa mi sie dlonie i skonczyly tabletki TABEX, ale wytrzymam. No i nie mozna palic w kuchni. JUPI.
Jestem zmeczony, da sie to wyczuc czytajac tekst. Jest dobrze.
A co do mojego planu - co jakis czas mam ochote przyblizyc wam, moi drodzy, sylwetke jakiejs postaci, ktora, w nawet najlzejszy sposob, odcisnela na moim zyciu swoje pietno. Na pierwszy ogien pojdzie "PACZKA". Wiem, jestem okrutny.
PS. Aby ten post nie byl do konca taki nudny, opowiem wam KAWAL. Jest to KAWAL o niskich sufitach...
Pewien czlowiek mial sufit tak nisko, ze mogl jadac tylko nalesniki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
zazdroszcze. bawisz sie, podziwiasz,zarabiasz. no niech bedzie,ze jest fajnie.a ja za tydzien bede w gdyni i co? kto wygrywa? rozstrzygniemy to jak wrocisz.
Co do PLANU, to wiedziałem. Nie mogę się doczekać:]
A dowcip był bardzo śmieszny.
Szpaner.
tak, słucham? ;)
Prześlij komentarz