poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Przepraszamy za usterki


jakieboy & ola. bbq. zalecam kliknac w foto.

przez ostatnie pare dni zdazylem odwiedzic londyn, cheltenham, gloucester, bristol i podajze wszystkie nocne kluby w bath. zostalem zatrzymany przez policje za chodzenie w nocy po dachach, ledwo uniknelismy bojki o Urwana Glowe Drewnianej Swinki oraz przekonwertowalem sie na wegetarianizm. ponadto spedzalem dni na uganianiu sie za Konkretnym Ciuchem i wreszcie zdobylem sie na odwage, by odwiedzic piercera. jest git.

ale od poczatku.

na weekend mialem zaplanowany wyjazd do cheltenham, by zobaczyc sie z kuzynka. pobudka w sobote o 6 rano - juz nie moglem sie doczekac. ale, naturalnie, jake mial plany na piatek wieczor, a ja zostalem juz w nich uwzgledniony...
plan byl dosc prosty - odwiedzic wszystkie kluby podczas jednej nocy. jednak trudnosci pojawily sie juz na samym poczatku - otoz do Second Bridge nie wpuszczaja w tenisowkach (jake lubi tenisowki). nie zrazeni niepowodzeniem skierowalismy sie do The Qube. po okolo dwoch godzinach stawiania sobie kolejek na zmiane musialem powiedziec stop.

"hey, man. this place is shit".

kolejny na liscie byl Moles. jake, ogolnie rzecz biorac, jest pieprzniety. w pewnym momencie zaczal biec, a ja za nim. on na schody pozarowe, ja za nim. on po parapecie zawieszonym metry nad ziemia, ja za nim. ostatecznie wyladawalismy na dachu budynku, tuz nad glowna ulica, bardzo wysoko. tej nocy nic juz nie moglo mnie zdziwic, nawet nasza rozmowa o "olsnieniach, czakrach, uwolnieniu ducha" i tym podobnych. dzielnie bronilem swoich pogladow, ze czlowiek, aby osiagnac szczescie, nie moze byc samotny, bo zostal stworzony do interakcji z innymi ludzmi i inne pierdoly. ostatecznie jake przyznal mi racje i zeszlismy na chodnik. jednak w tym momencie podeszlo do nas dwoch panow. panowie okazali sie byc policjantami. po wstepnym przeszukaniu naszych kieszeni padlo fundamentalne pytanie: "co robiliscie na dachu?". oczywiscie nie moglem ugryzc sie w jezyk i odparlem: "nie palilismy niczego, jesli o to panom chodzi" (wtedy to byla prawda). pan policjant z niedowierzaniem powiedzial "twoje oczy mowia co innego" (?!). ale i tak medal wieczoru powinien powedrowac do jake'a, za najbardziej odpowiednia odpowiedz w tamtym momencie. na pytanie "czy brales cos na dachu", jake (18 lat, kucharz) odparl: "kiedys bralem amfetamine, ale nie ostatnio". geniusz. wydalem 60 funtow. ale przynajmniej dane mi bylo skosztowac gorzkiej zambuki i slodkiej millie. chyba polubie kluby.

nie spalem tej nocy w ogole. szybki prysznic i taksowka na przystanek. wsiadlem do autobusu i zasnalem. zgodnie z planem pojawilem sie w bristolu. teraz musialem poczekac godzine na autobus linii 222 zmierzajacy do cheltenham. o wlasciwej godzinie (11:50) bus podjechal. bus linii 222. zaintrygowal mnie fakt, ze nie sprawdzono mi biletu, ale uspokoilem sie, kiedy zobaczylem, ze tylko jedno miejsce jest wolne. "czyli pewnie moje" - pomyslalem. bylem zmeczony.

obudzilem sie na lotnisku w heathrow.

nie wiem jak to sie stalo. numer busu byl wlasciwy. godzina odjazdu i przyjazdu taka sama. ale miejsce docelowe bylo inne. bardzo inne. "czesc, marysiu, spoznie sie, jestem w londynie". na moje pieprzone szczescie, pol godziny pozniej byl bus do cheltenham. o 16:40 bylem juz z rodzina.

z ciekawszych wydarzen w cheltenham:

- spotkanie grupy propagujacej wegetarianizm. tak, jestem bardzo podatny na wplywy.
- zobaczenie sie ze starymi znajomymi. wspanialy czas.
- uganianie sie za Konkretnym Ciuchem. bez powodzenia.
- spoznienie sie na dwa autobusy z kolei, co zaskutkowalo moim poznym przyjazdem do bath (01:05).

mialem male trudnosci ze znalezieniem dwojki znajomych, polakow. ale moje watpliwosci rozwialy sie, gdy zobaczylem na jednym z balkonow odbiornik cyfrowego polsatu. swojsko.

tempo zycia troche przyspieszylo. i odpowada mi to. czesc!

5 komentarzy:

Artur Nowrot pisze...

Z tego, co pamiętam, Twoje spotkanie z bojownikami Jesus Revolution nie wywarło żadnego długotrwałego efektu.
Cieszę się, że dobrze się bawisz.
Pozdrowienia.

Anonimowy pisze...

nieciekawe... aha! - OBIECANKI CACANKI!!!! :P

Anonimowy pisze...

twoja podatnosc na wplywy jest ogromna, no coz, chyba juz wiecej nie pojdziemy na cheeseburgera do mcdonalda i na kebaba przed impreza, zdaza sie, co nie znaczy ze ja nie bede sie faszerowal wolowinka kiedy ty bedziesz wdupcal swoja salatka,
kupilem fajki za 25 eu sztange, LMy.. ruskie kuwa, tego sie palic nie da..

szpetnaś pisze...

i jeszcze znalazłeś czas by porozmawiać z drugą swoją kuzynką :D:D

Anonimowy pisze...

zdjęcie ze wspólnego grillowania jest boskie, choć może przećpane oczka Jake'a trochę go psują ;)
Oleńka za to naprawia wszelkie mankamenty.
Co do przejścia na wegetarianizm, sądzę że sprawa niebawem szybko zmieni tor...
tak jak było z fajkami czy z pracą... niekonsekwencja w działaniu, ale może się mylę ?! ;)
NIEMOŻLIWE, GANO NIGDY SIĘ NIE MYLI! ;)
Pozdrawiam Piotrze ! :)